Dlaczego bracia nienawidzili Józefa?
Historia Józefa i jego braci jest powszechnie uznawana za jedną z najbardziej poruszających opowieści w całej Biblii. Rozpoczyna się następującymi słowami:
„Jakub osiadł w kraju, w którym przebywał jego ojciec, w ziemi Kanaan. Oto dzieje potomków Jakuba” (Rdz 37,1–2).
Najważniejsze, co należy tutaj dostrzec, to fakt, że rodzina Jakuba, czyli Izraela, wreszcie zaczęła zapuszczać korzenie w Ziemi Obiecanej. Izaak mieszkał tam jako przybysz (בְּאֶרֶץ מְגוּרֵי אָבִיו), natomiast sytuacja Jakuba była już inna. Osiadł tam jako stały mieszkaniec. Użyty w tekście hebrajskim czasownik וַיֵּשֶׁב (wajeszew) oznacza trwałe zamieszkanie, a nie jedynie czasowy pobyt. Jest to świadomy zabieg narracyjny, przeciwstawiający Jakuba Ezawowi i potwierdzający obecność linii przymierza w ziemi obiecanej.
Ta bardzo krótka i pozornie nieistotna wzmianka ma niezwykle doniosłe znaczenie. Obietnica dana przymierzu Abrahama, Izaaka i Jakuba zaczyna się właśnie wypełniać. A jednak właśnie w tym czasie, gdy Bóg w tak wielkim stopniu błogosławi i realizuje swoje obietnice dane Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi, rodząca się rodzina Izraela doświadcza jednej z największych prób w swojej historii. Kiedy później, z perspektywy całej Biblii, spoglądamy wstecz na ten rozdział, trudno oprzeć się wrażeniu, że historia ta już z góry zapowiada słowa, które wiele stuleci później wypowie psalmista:
„Wiele nieszczęść spada na sprawiedliwego, lecz ze wszystkich Pan go wybawia” (Ps 34,20).
Rodzina Izraela zostanie ocalona przez Pana. Ale wybiegam zbyt daleko naprzód. Jesteśmy dopiero na początku tej zapierającej dech w piersiach opowieści.
Cała ta historia, która stanie się jedną z najdłuższych (jeśli nie najdłuższą) opowieścią w całej Biblii, ma swój początek w następujących wersetach:
„Józef, mając siedemnaście lat, uczył się od swoich przyrodnich braci, synów Bilhy i synów Zilpy, żon swojego ojca, jak paść trzody. Donosił też ojcu o ich złym postępowaniu” (דִּבָּתָם רָעָה, dibatam ra’ah) (Rdz 37,2).
Opowieść rozpoczyna się od przedstawienia Józefa jako siedemnastoletniego młodzieńca, który uczy się od swoich starszych przyrodnich braci pasterstwa (הָיָה רֹעֶה אֶת־אֶחָיו בַּצֹּאן). Nie chodzi jedynie o to, że razem z braćmi wypasał trzody. Oryginalny tekst hebrajski wskazuje na coś więcej – Józef pobierał od nich naukę.
Warto zauważyć, że w tym miejscu, inaczej niż w poprzednich rozdziałach, nałożnice Jakuba są już określane mianem jego żon. Być może ich status został podniesiony poprzez jakiś formalny obrzęd zawarcia małżeństwa. Jeśli tak było, możliwe, że Lea już wtedy nie żyła (Tora nie podaje, kiedy ani w jaki sposób umarła). Nie ulega jednak wątpliwości, że w narracji nadal w pewien sposób zaznaczona jest niższa pozycja tych dwóch kobiet, a tym samym także ich synów.
Następnie narrator wprowadza element, który stanie się zapalnikiem całego późniejszego dramatu. Józef przyniósł ojcu złą wiadomość o swoich przyrodnich braciach. Tekst nie dodaje nic więcej. Czy postąpił słusznie? Czy postąpił niewłaściwie? Czy oczernił swoich braci? A może po prostu powiedział prawdę, aby zapobiec jakiemuś nieszczęściu? Tekst pozostawia tę kwestię otwartą.
„Izrael miłował Józefa bardziej niż wszystkich swoich synów, ponieważ urodził mu się w jego starości” (Rdz 37,3).
Wzmianka o starości (כִּי־בֶן־זְקֻנִים הוּא, ki ben-zekunim hu) najprawdopodobniej nawiązuje do długich lat oczekiwania na dziecko z ukochaną żoną, Rachelą, która przez bardzo długi czas pozostawała bezpłodna. Gdy Rachela urodziła Józefa, Lea wydała już na świat sześciu synów i jedną córkę (Rdz 29,31–30,24). Istnieją jednak również inne możliwe interpretacje tego wyrażenia. Być może Jakub postrzegał Józefa jako syna, któremu mógł naprawdę zaufać na starość, gdy sam stawał się coraz słabszy i coraz bardziej zależny od pomocy innych.
Interesujące jest to, że Jakub wyróżnia właśnie Józefa, mimo że urodził mu się już drugi syn z ukochanej Racheli (Rdz 35,16–20). Być może wynikało to z faktu, że Beniamin był jeszcze bardzo małym dzieckiem (najprawdopodobniej miał od czterech do sześciu lat), a jego narodziny przywoływały u Jakuba jedne z najbardziej bolesnych wspomnień, tj. śmierć Racheli.
„Sprawił mu także bogato zdobioną szatę” (כְּתֹנֶת פַּסִּים, ketonet passim). „Gdy jego bracia zobaczyli, że ojciec kocha go bardziej niż wszystkich pozostałych synów, znienawidzili go” (שָׂנֵא, sane) „i nie potrafili zdobyć się wobec niego na życzliwe słowo” (Rdz 37,3b–4).
Istnieje kilka sposobów tłumaczenia rodzaju szaty, którą Jakub kazał wykonać dla Józefa. Septuaginta, Wulgata oraz przekład syryjski rozumieją ją jako szatę z długimi rękawami. Najtrafniej jednak oddaje sens hebrajskiego wyrażenia tłumaczenie: „bogato zdobiona szata” lub „ozdobna szata”. Sedno jest jednak inne: Jakub nie ukrywał, że nadaje Józefowi wyjątkową pozycję pośród swoich synów. Podarował mu szatę, która wyraźnie odróżniała go od wszystkich pozostałych. Co ciekawe, w biblijnym języku hebrajskim „nienawidzić kogoś” nie zawsze oznaczało to samo, co rozumiemy przez to słowo dzisiaj. Często wyrażało po prostu kochać mniej albo darzyć mniejszym uczuciem. Podobnie należy rozumieć słowa Jezusa:
„Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki…” (Łk 14,26; por. Mt 10,37),
gdzie „nienawidzić” oznacza postawić Chrystusa ponad nawet najbliższe więzi rodzinne, a nie żywić wobec nich dosłowną nienawiść. Naturalnie taka biblijna „nienawiść” miała różne stopnie nasilenia, od zwykłego kochania kogoś mniej aż po nienawiść, jaką bracia żywili wobec Józefa, która doprowadziła ich nawet do próby zabójstwa.
Jeśli uwzględnimy ten językowy niuans, związek pomiędzy miłością Jakuba do Józefa a jego mniejszą miłością wobec pozostałych synów staje się oczywisty. Jakub kocha pozostałych synów mniej, do tego stopnia, że ich pomija i upokarza, wywyższając najmłodszego z nich. Oni z kolei kochają jego ukochanego Józefa „mniej”, do tego stopnia, że są gotowi sprzedać go do niewoli. Wszystko zaczyna się od ojca („ryba psuje się od głowy”). Faworyzowanie jednego syna sprawia, że pozostali bracia, którzy w naturalny sposób pragną jego miłości i uznania, żyją w coraz większym rozczarowaniu i frustracji.
Sytuację dodatkowo zaostrzają dwa sny, które, jak przekonamy się później, sam Bóg objawił Józefowi. Na początku jednak nie było to wcale takie oczywiste. Czytamy:
„Józef miał sen. Gdy opowiedział go swoim braciom, znienawidzili go jeszcze bardziej. Powiedział do nich: «Posłuchajcie snu, który miałem. Oto wiązaliśmy snopy na polu. Nagle mój snop podniósł się i stanął, a wasze snopy otoczyły mój i oddały mu pokłon». Bracia powiedzieli do niego: «Czy rzeczywiście chcesz nad nami królować?» (הֲמָלֹךְ תִּמְלֹךְ עָלֵינוּ). «Czy naprawdę zamierzasz nami rządzić?» (מָשׁוֹל תִּמְשֹׁל בָּנוּ). I znienawidzili go jeszcze bardziej (וַיּוֹסִפוּ עוֹד שְׂנֹא אֹתוֹ) z powodu jego snów i tego, co mówił” (Rdz 37,5–8).
Reakcja braci jest zrozumiała i przewidywalna, jeśli weźmiemy pod uwagę faworyzowanie Józefa przez ojca oraz ich nieustanne, całkowicie naturalne pragnienie, by również być kochanymi i cenionymi przez Jakuba; pragnienie, które pozostawało niespełnione. Jakub nie tylko obdarzył Józefa całą miłością, za którą oni sami tęsknili, lecz także, przynajmniej z ich perspektywy, Józef przyczynił się do ugruntowania negatywnej opinii ojca na ich temat (Rdz 37,2).
Teraz następuje kolejny etap eskalacji. Domniemany proroczy sen przedstawia Józefa nie tylko jako najbardziej umiłowanego syna ojca, jakby to samo w sobie nie było wystarczająco bolesne, lecz także jako tego, który obejmuje władzę nad wszystkimi braćmi. Z ich punktu widzenia nie miało to żadnego sensu. Józef był jednym z najmłodszych synów, a więc zajmował bardzo odległe miejsce w kolejności dziedziczenia pierworództwa, które pewnego dnia mogłoby uprawniać go do przewodzenia rodowi.
To wydawało się po prostu niedorzeczne.
Jakby tego było mało, pojawia się kolejny sen, który tylko dolewa oliwy do ognia. Józef opowiada braciom następny sen:
„Potem miał jeszcze inny sen i opowiedział go swoim braciom. Powiedział: «Miałem jeszcze jeden sen. Oto słońce, księżyc i jedenaście gwiazd oddawały mi pokłon»” (Rdz 37,9).
Nie jest jasne, dlaczego Józef wciąż opowiada braciom o swoich snach. Czy naprawdę nie dostrzega ich reakcji? Czy robi to, aby ich sprowokować? A może jest tak naiwny, że zupełnie nie zdaje sobie sprawy z ich nienawiści? Tekst nie udziela odpowiedzi. Biorąc pod uwagę skład rodziny: jedenaście synów, nie licząc Józefa, oczywiste jest, że słońce i księżyc symbolizują jego rodziców: Jakuba i Rachelę. O reakcji Jakuba czytamy tak, jakby jego ukochana Rachela wciąż żyła:
„Kiedy opowiedział ten sen swojemu ojcu i braciom, ojciec zganił go i powiedział: «Cóż to za sen, który miałeś? Czy naprawdę ja, twoja matka i twoi bracia (אֲנִי וְאִמְּךָ וְאַחֶיךָ) przyjdziemy i oddamy ci pokłon aż do ziemi (לְהִשְׁתַּחֲוֺת לְךָ, אָרְצָה)?» Bracia zazdrościli mu (וַיְקַנְאוּ־בוֹ אֶחָיו), natomiast ojciec zachował tę sprawę w pamięci (וְאָבִיו שָׁמַר אֶת־הַדָּבָר)” (Rdz 37,10–11).
Choć ojciec Józefa, Jakub, był zaskoczony i zakłopotany treścią tego snu, nie był przecież człowiekiem obcym niezwykłym snom, wizjom i innym tajemniczym wydarzeniom. Właśnie dlatego, nawet karcąc Józefa, nie wykluczał możliwości, że sen może się kiedyś spełnić. Dosłownie tekst mówi, że „ojciec zachował tę sprawę”, rozważając ją w swoim sercu. Wzmiankę Jakuba o matce Józefa można rozumieć na dwa sposoby. Być może mówi o Racheli tak, jakby nadal żyła w pamięci rodziny. Możliwe też, że jeśli Lea wciąż jeszcze żyła, po śmierci Racheli była postrzegana jako „matka” całego rodu.
To, co rozpoczyna się jako historia rodziny rozbitej przez faworyzowanie jednego z synów i wzajemną zdradę, staje się sceną, na której objawia się Boża suwerenność. Droga Józefa, od ukochanego syna do sprzedanego w niewolę brata, a następnie od więźnia do władcy, odsłania nieprzemijającą prawdę: ludzka niewierność i złe zamiary nie są w stanie udaremnić Bożego planu. Ten sam Bóg, który wziął sny młodego marzyciela i uczynił z nich rzeczywistość, jest Bogiem, który odrzucenie swojego Syna włączył w plan zbawienia całego świata.
Boże błogosławieństwa bardzo często przychodzą w parze z próbami. Gdy sami doświadczamy zdrady i cierpienia, możemy ufać, że ten sam Bóg, który pokierował drogą Józefa ku wywyższeniu, działa również pośród naszego własnego chaosu. Nasz Bóg nie marnuje żadnego cierpienia i nie porzuca żadnego ze swoich dzieci. Nie uczynił tego wtedy i nie uczyni tego również dzisiaj.
Comments (0)